Zacier - Magazyn muzyki alternatywnej
Zacier - Magazyn muzyki alternatywnej

Z cyklu "Rozmyślania przy Ace of Spades": Rokendrolowe cover story Drukuj E-mail
dodał: Arni   
2010-05-06 | 22:42
Witam Was moi kochani. Na początek mego wywodu, chciałbym bardzo przeprosić, szacowną społeczność Zacieru, za tak długą nieobecność na forum. Choć jak sądzę istnieje również grupa, która z tego faktu była niezmiernie zadowolona. Nie zważając jednak na protesty tej drugiej części zacierowej gawiedzi, chciałbym podjąć kolejny interesujący mnie wątek. W czasach, kiedy muzyka pop coraz agresywniej wdziera nam się do uszu, oczu a nawet w okolice krocza (patrz teledyski na Viva), zastanawiam się, co jest dzwignią karier tych wszystkich pseudo-artystów, idealnie wyrzeźbionych fizycznie, choć zupełnie pozbawionych moim zdaniem talentu. Obserwując to z boku, stwierdziłem, że najłatwiej się przebić z coverem, kiedy to do właściwego i rozpoznawalnego motywu melodycznego, dodamy nieco współczesnego bitu i prostacki tekst(nie prosty a to robi wielką różnicę.


Analiza tego problemu nie jest przedmiotem moich teraźniejszych dociekań. Otóż, jeśli cofniemy się w czasie nieco do tyłu, odkryjemy, iż covery(dla niewtajemniczonych- przeróbki utworów innych artystów) były bardzo często lepsze od oryginałów, mało tego windowały artystów na szczyty list przebojów, co nie stało się faktem w przypadku oryginalnych wykonawców. Nie wszyscy na przykład wiedzą, iż wielki, megastadionowy zespół z Irlandii- U2, grał na swoich pierwszych koncertach klasyki zespołów punkowych, a pierwszą EP-kę nagrali ponoć dlatego iż powiedzieli przedstawicielowi zainteresowanej wytwórni, iż dwa utwory The Ramones, które wówczas wykonali i które bardzo mu się spodobały, są ich kompozycjami. W tym biznesie trzeba być cwanym. Głowę nie od parady ma rudowłosy awanturnik Dave Mustaine z kultowego już dziś Megadeth. Pierwszym przebojem tej grupy, który dostał się na szczyty notowań Bilboardu, była właśnie przeróbka kolejnej legendy punk rocka z Wysp brytyjskich, Sex Pistols. W swojej wersji „Anarchy in the UK” metalowi herosi trochę przyspieszyli, dodali bardziej melodyjne gitary, harmonie wokalne, no i zaprosili członka Pistolsów- Stevea Jonesa. To musiało zadziałać! Skoro mowa o Dave, nie sposób pominąć jego byłych kolegów z Metallicy. Uważam ostatnie lata ich działalności za mocno kontrowersyjne(moja subiektywna opinia), jednak to, co nagrali na swoich dwóch tzw. „garażowych” albumach to mistrzostwo świata. Pierwszy pod nieco przewrotnym tytułem”The 5.98 EP Garage days Re-revisited” to zbiór zaledwie 5 utworów, przeróbek ich ukochanych zespołów takich jak: Budgie, Diamond Head, Kiling Joke czy The Misfits. Zagrane z charakterystycznym dla tego zespołu zadziorem i pasją, stały się klasykami a wielu młodych ludzi właśnie dzięki temu wydawnictwu sięgnęło po albumy tych oryginalnych, nieco zapomnianych wykonawców. Dziesięć lat później powstała niejako kontynuacja tego materiału pod nazwą „Garage Inc.” Zawierała więcej przeróbek takich wykonawców jak np. Danzig, Mercyful Fate, ale największym hitem stał się utwór z repertuaru Thin Lizzy „Whiskey In The Jar”, grany do znudzenia w stacjach radiowych i telewizyjnych. Zabawna opowieść wiąże się również z wykonaniem piosenki sir Paula McCartneya, sławnego Beatlesa, przez bandę sławnych rockowców z Los Angeles – Guns N Roses. Utwór zatytułowany „Live and Let Die” był pierwotnie nagrany na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu pod tym samym tytułem z serii 007 James Bond. Tymczasem chłopaki na czele z nieprzewidywalnym Axl Rosem nagrali ten kawałek w 1991 roku, na swój podwójny album „Use Your Illusion”, na którym był jednym z najlepszych momentów. Z powodzeniem wykonywali go również na koncertach. Po jednym z takich koncertów w Londynie, młodociane wówczas córki Paula McCartneya, które były wielkimi fankami Gunsów,wróciły do domu by podzielić się ze sławnym ojcem wrażeniami z występu, najpopularniejszego w tym czasie zespołu świata. Zatroskany ojciec widząc wypieki na twarzach córek zapytał, który moment koncertu najbardziej im się podobał. LIVE AND LET DIE – odpowiedziały zgodnie. Ale zaraz dziewczyny!- skwitował ojciec – przecież to ja napisałem ten kawałek!JAAASNE! No co Ty nie powiesz! – tak młodsze pokolenie eks_Beatlesa skomentowało skądinąd słuszną uwagę ojca, który pozazdrościł trochę uwielbienia, jakim cieszyli się u jego dzieci rockowcy z Guns N Roses. No cóż zdarzają się i takie rzeczy. Młody narybek zawsze będzie uważał muzykę swoich rodziców, za przestarzałą. Kończąc temat przeróbek, które przerosły w swej popularności oryginały pozwólcie, że wspomnę kilka zasługujących moim skromnym zdaniem na uwagę. Niesamowity według mnie kawałek „Tainted Love”, oryginalnie nagrany przez Glorię Jones (kto o niej słyszał?), wspaniale przywrócony w latach osiemdziesiątych przez popowy Soft Cell i wreszcie prowokacyjnie i ostro przypomniany przez Marylin Mansona ,już w nowym tysiącleciu. Utwór Davida Bowiego „The Man Who Sold The World” posiadający wspaniała melodię, po który z powodzeniem sięgnęli grungowcy z Nirvany, wykonując go na kultowym już MTV Unplugged. O genialnych wykonaniach „Easy”(org. Lionel Richie) przez Faith No More, „Nothing Compares 2 U”(org.Prince) Sinead O’Connor, czy najwspanialszej na świecie interpretacji „Hallelujah” Leonarda Cohena (nieodżałowany Jeff Buckley) nie wspomnę....Można by tak bez końca, ale w tym przypadku chodzi mi jedynie o uświadomienie szanownym czytelnikom, iż wkładając w przerabiany utwór trochę serca, nieco pracy a przede wszystkim odrobinę własnego stylu, można wznieść na wyższy poziom nawet najgenialniejszą kompozycję. No chyba, że mamy pod ręka Protoolsy, trochę bajerów, zgrabne dziewczęta......No ja bym tak chciał. Jako że nie mam,udaje malkontenta i narzekam na jakość współczesnego rocka i popu. Narzekanie mam we krwi. To tyle, nie osądzajcie zbyt surowo strof powyższych, możliwe że autor wyszedł z wprawy, obiecuje poprawę i na pewno lepsze tematy, ten był zapełniaczem – Redakcja za mało płaci

Specjalnie dla Zacieru
Arni


Zacier - Magazyn muzyki alternatywnej
Zacier - Magazyn muzyki alternatywnej