|
dodał: Paweł
|
|
2010-05-27 | 22:06 |
– Nasza przygoda muzyczna zaczęła się rok temu, a intensywna praca z grupą trwa już ponad 4 miesiące... Spytacie, no i co? Otóż my pragniemy przekazać wszystkim radość i energię z muzyki jaką gramy! Na przekór tym, którzy twierdzą, że muzyka dziś umiera i nic nie znaczy, mówimy i zapewniamy, że jest to nieprawda! Jest ona wszędzie i daje nam największą radość w życiu! Nie ma nic fajniejszego i pozytywniejszego jak walka z codziennymi trudnościami przy muzyce! – tak przedstawia się formacja Rotten Bark z naszej rodzimej Włodawy, która na warsztat wzięła niby mało pasującą do naszego smutnego kraju, bo wesołą, odmianę grania, w tym przypadku kalifornijski punk. Może słowa zawarte w credo tej formacji weźmie ktoś za trochę naiwne i górnolotne, ale zanim wystawicie rachunek posłuchajcie (dawka na majspejsowej witrynie grupy) samej muzyki z ich singla „Chillin' Out”, który robi u nas zasłużenie za demo miesiąca. Młodzież z Rotten Bark nie kłamie. Jeżeli jakieś rozterki przeżywają, to za cholerę tego nie słychać. Słychać za to z ich dźwięków wspomnianą radość i energię, która wylewa się z nich prawdziwym strumieniem.
Singiel zawiera trzy utwory i wiele mówiący o jego przekazie podtytuł „Teenage Love Story”. Niech zresztą powie o tym sam zespół: „Dziś w świecie totalnie opanowanym przez różne dziwactwa staramy się pokazać czym jest prawdziwa miłość, radość, przyjaźń i zabawa oraz inne pozytywne emocje kształtujące codzienne życie. Nasze teksty opowiadają właśnie o miłości, przyjaźni, drobnych tragediach sercowych i różnych zabawnych sytuacjach z życia codziennego. Czasami ich wesoła treść wymyślona została, aby poprawić słuchaczom humor”.
To teraz już parę słów od siebie. Mimo żem człowiek, którego „teenage love” przeminęła dawno i bezpowrotnie niczym rockowe jaja Agnieszki Chylińskiej, to opowieść o młodzieńczych historiach podanych tak jak zrobiło to Rotten Bark kupuję w ciemno. Kłania się tak często przywoływane w Zacierze słowo jak szczerość. Słychać w ich graniu pasję, która nie pozwala nie wierzyć zespołowi, gdy mówi, że chce się bawić i tę radość nieść innym. Jak na co dzień wielkim wyznawcą takiej odmiany punka nie jestem, tak po wysłuchaniu„Chillin' Out” zaraz mi do głowy przychodzi słynne – choć wyrażone w zupełnie innym kontekście – deadkennedysowe „California Űber Alles!”.
Na świetnie wydanym pod względem edytorskim krążku jest dopisek „Teenage Love Story... will be continued...”. Czekamy, czekamy. Nie tylko ci młodzi, ale i rockowe dziady.
Paweł
Zacier - Magazyn Muzyki Alternatywnej
|